09 stycznia 2014

Rozdział 3. Franc.

Obudziłam się w ciepłym łóżku z ogromnym bólem głowy. Mrugnęłam parę razy, oślepiona blaskiem porannych promieni słońca. Byłam nieświadoma tego, co robię w swoim pokoju i co działo się poprzedniej nocy. Czułam się jak na kacu. Cholernym, dotkliwym kacu.
Dopiero po chwili poczułam, że okno jest otwarte. Wiatr delikatnie i przyjemnie niósł wilgotne, ciepłe wytchnienie.
Próbowałam wstać, podnieść chociaż głowę, ale bezskutecznie. Za każdym razem poczułam ból i bezład. Potem w sumie odnalazłam plusy tego leżenia. Nie pójdę na parter, nie spotkam surowej mamy i zbyt stroskanego ojca oraz „dorosłej” siostry. Przynajmniej trochę poleżę i pobujam w obłokach.
Ale wiatr poruszył gałęziami, chowając na parę sekund słońce. To wystarczyło, żebym zauważyła, że nie leżę w swoim pokoju, ale w innym, zrobionym na wzór mojego. Jednak dywan nie był tak puchaty jak mój, a plakaty przedstawiały zespoły, których w życiu bym nie posłuchała. Ja na pewno nie zawiesiłabym plakatu One Direction obok Muse. Jakbym to pierwsze w ogóle słuchała.
To zmusiło mnie do wyskoczenia z łóżka, mimo że to prawie rozrywało mi mięśnie. Zauważyłam, że na etażerce leży dzbanek pełen wody i pusta szklaneczka na ślicznej serwetce w leśne wzory. Potrzebując się czegoś napić, chwyciłam dzbanek i ostrożnie nalałam sobie wody do szklanki, po czym napiłam się. Od razu poczułam się lepiej.
Usłyszałaś trzask zamykanych drzwi dokładnie pode mną. Zadrżałam, słysząc niewyraźne głosy.
Gdzie mój telefon?, pomyślałam podenerwowana. Musiał tu być.
Zaczęłam przeszukiwać pokój, walcząc z mdłościami. Nerwy zżerały mnie od środka. Czułam, jakbym zjadła dwa razy większą, ciężką kulę. Kiedy usłyszałam kroki niedaleko jednych z drzwi, załkałam. Zaczęły mi się trząść dłonie, powieka nieznacznie zadrgała.
- Porzeczko, czy tam coś... - zaczął męski, niski głos.
- Nazywam się Jagoda! Czy nie umiesz się przyzwyczaić? Wiesz, że muszę zmieniać imię – odezwał się dziewczęcy głosik. - Poza tym...
- Tak, tak. Zrób napar z królewskich roślin. Obudziła się śpiąca królewna.
Wkurzone westchnięcie, cichy szelest, tupnięcie i oddalające się kroki.
Odetchnęłam z ulgą, ale potem mimowolnie krzyknęłam, kiedy drzwi się otworzyły. Oniemiała patrzyłam na tego człowieka. Oczy musiałam mieć bardzo wielkie w tej chwili, bo On się uśmiechnął. Przystojny blondyn o jagnięcych oczach. Czekaj, teraz już nie był blondynem. Miał miękkie, brązowe włosy. Ale nie zauważyłam tylko tego. Moje oczy powędrowały do jego kształtnych, kuszących warg. Poczerwieniałam, kiedy zrozumiałam, że on cały czas stoi przy drzwiach i cierpliwie czeka, aż skończę napastować go wzrokiem.
- Jestem Francis de Bourbon Duc d'Anyou, ale nazywaj mnie „Franc”, a jeżeli już chcesz, to nawet „Francis” – powiedział, unosząc kącik ust. Zamknął drzwi, a potem zrobił kilka kroków w moją stronę. Stanął w miejscu, kiedy ja uciekłam w najdalszy kąt pokoju, teraz przerażona.
Uśmiechnął się znowu, a ja o mało nie zemdlałam. Emanował czymś, co mnie obezwładniało. Takie coś Ana z Klaudią nazywały... Nie, skądże. Ja w to nie wierzę.
- Ja jestem... - zaczęłam, ale głos uwiązł mi w krtani. Patrzyłam na niego, opierając się o ścianę pełną różnych plakatów.
- Katerina Luciano – wyszeptał mężczyzna z mocnym akcentem, a ja struchlałam. - Boisz się mnie, człowieka, który nie zamierza cię skrzywdzić?
- Por-rwałeś mnie – zarzuciłam mu głośniej. - Za-a-biłeś moją przyjaciółkę i dziwnym trafem nie pamiętam, co wczo-o-raj robiłam.
Franc przekrzywił głowę, ale zmarszczył brwi.
- Mogę ci pomóc z pamięcią? Jestem pewien, że gdybyś chciała, tobyś to zapamiętała... - podszedł tak blisko mnie, że potrafiłam widzieć, jak dużo szczegółów jego twarzy nie zauważyłam przy pierwszym spotkaniu. Prosty nos, szlacheckie, łagodne rysy i te ogromne, wiśniowe usta... Ach, aż chciałoby się je dotknąć! Ale jego wargi wykrzywiły się w bólu. Z nich wysunęły się para cienkich i bieluśkich... zębów? Kły. Gdy odważyłam się spojrzeć w jego oczy, ona przybrały barwy czerwieni, a pod oczami wyznaczyły się niebieskie, kręcone linie. Żyły, pełne...?
Krew.
Biegłam przez las oświetlony światłem księżyca. Co chwilę znajdywałam się przy innym drzewie. Ręce miałam okropnie brudne, wrażliwe, a kolana całkiem rozcięte. Niczego innego nie czułam prócz bólu i zmęczenia. Ale nie zatrzymywałam się na dłużej niż dwie sekundy.
Co jakiś czas słyszałam wycie wilka. Wydawało mi się, że to coś się zbliża. Tym bardziej przyspieszyłam kroku, ale jeśli miałabym wierzyć horrorom, to ten stwór mnie i tak zabije. Zasuwałam szybciej niż nastolatki w czasie wyprzedaży butów. Albo fanki Justina Biebera, widzące go gdzieś blisko. Więc naprawdę pędziłam ile sił w nogach.
Po iluś minutach sprintu usłyszałam okrzyki bitewne. Od razu skojarzyło mi się to z Władcą Pierścieni i przed oczami pojawił się obraz jednej z bitew Drużyny Pierścienia z orkami i uruk-hai. Uśmiechnęłam się, przypominając sobie zachowanie i wygląd Legolasa, kapryśność Gimliego i miłość Aragorna do Arweny. Zaśmiałam się, gdy przypominałam sobie sceny z Pippinem i Merry'm oraz Gandalfem. Potem zasmuciłam się, kiedy na koniec pojawiła się Ta Scena, kiedy Frodowi Gollum odgryzł palec z pierścieniem, a potem dwulicowy stworek wpadł do Ogni Samotnych Gór.
Nie potrafiłam sobie przypomnieć, jak znalazłam się blisko polany, na której kiedyś znalazłam dziwne, niebieskie kwiaty. Tato zabronił mi wchodzić do tego lasu, bo nagle zaczął wierzyć, że tam są złe duchy. Złe moce.
Polana nie była pusta. Tu i ówdzie walały się martwe ciała ludzi. Wszędzie była krew, ludzkie serca lub odcięte głowy. Zamarłam i schowałam się za drzewem, kiedy nagle przede mną zjawił się jakiś mężczyzna. Nie zauważył mnie, dlatego szeptał do kogoś:
- Mają za swoje te żółtodzioby! Żeby wtargnąć na nasze, odwieczne tereny, Michael? Co im odbiło? - Po głosie wyobraziłam sobie jego jako zapracowanego i zmęczonego starca, który klnie na dzieci z wioski, który coś nabroiły i musiał je ukarać.
- Mnie się wydawało, że są stąd. Widziałem paru kiedyś jako ludzi. Ktoś ich stworzył, by nam zapewnić na ten wieczór mnóstwa „zabawy” - mruknął drugi.
- Lub żebyśmy stracili swoich ludzi Zostaliśmy sami, mój bracie! Co teraz zrobimy, kiedy napadną na nas gorsi przeciwnicy?
- Nie wiem, Edmundzie – szepnął Michael, łkając. Potem zamilkł i głośno wąchał. - Czuję krew, bracie.
- Ja też ją czuję. Tak, krew. Krew naszych braci i sióstr!
- Nie! - Michael szarpnął brata, sądząc z odgłosów. - To ludzka krew... A jak się wsłuchasz, to usłyszysz bicie serca. Zaledwie parę metrów od nas.
Nie, pomyślałam, kręcąc głową. To są jakieś żarty. Nie!
Bezmyślnie wystartowałam w przód i planowałam biec prosto, jak najdalej. Kiedy chcę, mogę być niedoścignięta. Minęłam stary dąb i spróchniałe nieznane mi drzewo. Przeskoczyłam wielki krzak, a potem jakiś zwalony pień. Przez dwie minuty myślałam, że nigdy mnie nie dogonią, że się uratowałam. Ale to złudne myśli.
Coś szarpnęło mnie do tyłu i uderzyłam głową w ów zwalony pień. Podniosłam się, stękając.
- Cóż, Edmundzie, straciliśmy rodzinę, ale mamy chociaż słodką przekąskę – odezwał się Michael, mężczyzna łudząco podobny do Gary'ego Oldmana. Edmund, który wyszedł przed przyjaciela, wyglądał zaś bardzo staro i zgryźliwie.
- Nie pomścimy tym ich, ale... - zaczął, lecz przerwał, jęcząc. Rozchylił usta i pojawiły się cieniutkie kły wampira, a jego oczy poczerwieniały. Rzucił się na mnie, wtapiając zęby w moją szyję.
Otworzyłam usta, ale wydostała się z nich tylko para. Patrzyłam pusto na rozgwieżdżone niebo i na myśl przyszło mi wspomnienie. Odległe wspomnienie, jakby nie moje. Nie, to nie mogło być moje. Ale jednak widziałam to.
Gwiazdy były wokół mnie, żartobliwie migotały, dziecinnie goniły się na czarnym tle. A ja, wśród nich, duża i pełna sił dzięki mocy słońca. Uśmiecham się do moich małych dzieci i namawiam je do splatania figlów planetom. Później patrzę na ziemię. Stąd była osiągalna dla mojego oka. Mimo tego, że nie widzę dokładnie ludzi i zwierząt, czułam, jak na nich działam. A szczególnie na jedną istotę. Wiecznie samotną duszę, którą kochałam od samego początku, kiedy zaistniał. A on czeka na mnie. Muszę zejść. Muszę go znów zobaczyć. Ale czy mnie rozpozna? Czy ja go w ludzkim ciele będę pamiętać?
Ocknęłam się, kiedy zaczynałam odczuwać chłód. Edmund stał oparty o drzewo i pozwala się posilać mną Michaelowi. Umrę, ale dlaczego mi tego nie przyspieszą? Nie mają współczucia? Jestem już zmęczona, zaraz... zasnę...
Nagle jak grom z jasnego nieba coś trafiło w Michaela. Poleciał i uderzył w wielki głaz wiele metrów ode mnie. Edmund warknął i zarazem syknął. Gotował się do skoku, ale napastnik był o wiele, wiele szybszy. Wydawało mi się, że zanim go jeszcze dotknął, Edmund upadł pod drzewo. A potem mężczyzna z ciemnymi włosami i garniturem na sobie chwycił i wyrwał jedną gałąź z młodego drzewa. Trzymał ją w ręce i cicho podchodził do starca. Zamrugałam, by wiedzieć, co się z nimi stanie, ale ciemność próbowała mną zawładnąć. Jestem za słaba, żeby oprzeć się jej sile...
Zamrugałam ponownie i znalazłam się w świetnie oświetlonej sypialni. Franc puścił do mnie oko i szepnął:
- Śpiąca królewna już wszystko wie, co chciała?
- Umierałam... - zadrżałam, otoczona nagłym chłodem. Byłam wstrząśnięta. Chciałam mieć przy sobie Maksa. On by to wyjaśnił w zabawny sposób. Że Dumbledore z Harry'ego Pottera powstał z książki i uratował mi życie albo może Gandalf, chyba że tym razem Stefano Salvatore ulitował się nade mną... A może silny Peeta Mellark wyniósł mnie z sideł śmierci? Załkałam w duchu. Teraz, gdy wiedziałam, że nie spotkam przyjaciela, naprawdę odczułam jego brak. Byłam taka niezdecydowana, że teraz płaciłam za to. Umrę, nie jako wspaniała przyjaciółka, wzorowa córka, siostra i koleżanka, lecz jako arogantka, idiotka i zwykła, pusta lalunia. Teraz wiedziałam, że kocham Maksa i Anę, ale jak mogłabym ich zaprzyjaźnić razem, żeby nie wybierać? Żeby z tydzień na tydzień nie zmieniać „przyjaciela”? Po co ja się zastanawiam... Już ich na zawsze straciłam...
- Tak, umierałaś Franc zbliżył się do mnie, a ja się nie ruszyłam. - Pragniesz więcej wiadomości? Od tamtego wieczoru minęły cztery dni. Twoi rodzice cię nie szukają, bo im wmówiłem, że jesteś na obozie. Jagoda odpisuje twoim przyjaciołom za ciebie. Nie wyjdziesz stąd, księżniczko. I nikt ciebie nie szuka.
Nie mogłam się ruszyć, a on wciąż i wciąż się zbliżał. Fascynacja przegrywała z nienawiścią.
- Nienawidzę cię! - krzyknęłam. - Jesteś popaprany! Za kogo się w ogóle uważasz?
- Za Pana Życia i Śmierci – odpowiedział wesoło. - Jestem bardzo starym i silnym wampirem z niespotykanymi dla wampira mocami. Jestem niezwyciężony, niezłomny i nigdy nie nabiorę się na słodkie słówka i miny. Nie wyjdziesz stąd, kiedy ja tego nie chcę. Bo gdyby nie ja...
- Umarłabym – odrzekłam, bo to było oczywiste. Hardo spojrzałam mu w oczy. Minęła długa chwila, kiedy spoliczkowałam go. Co z tego, że ręka mnie bolała zaraz potem. Zaskoczenie, ból i czerwony ślad na policzku wampira były zadowalające. Ha! Wręcz satysfakcjonujące.
- Dlaczego? - syknął i chwycił mnie za nadgarstek. Jego łagodne rysy twarzy zmieniły się w grymas nienawiści. - Nie boisz się śmierci, Katerino? Chcesz dołączyć do swojej przyjaciółki? Mam potem zabić twych przyjaciół? Anę, Maksa, Sandrę? A może – jego nos zetknął się z moim. - mam zabić twoją włoską rodzinkę? Mam nadzieję, że Penelopa smakuje tak, jak wygląda!
- Wolałabym umrzeć, niż siedzieć tutaj! Do czego jestem ci potrzebna? Żebyś się mógł mną zabawić jak tamci? A więc zapamiętaj: nigdy nie potraktujesz mnie jak Klaudię. Wiem, że ją zabiłeś. A moi przyjaciele dojdą do tego! I mnie pomszczą – wysyczałam.
Błyskawicznie pchnął mnie na łóżko. Zaskoczona krzyknęłam.
- Masz odtąd siedzieć cicho i grzecznie – zarządził niczym król. Jego twarz znów była nieskazitelna i piękna. Ale teraz błyszczał światłem jak mityczne elfy. - Te drzwi prowadzą do łazienki. A te, którymi wyjdę, są dla ciebie zakazane. Nie dotykaj ich. Inaczej utnę ci te śliczne paluszki.
I wyszedł, pozostawiając mnie oszołomioną.
_____________________________________
A tu zapodam gify z Kat (Phoebe Tonkin) i Francem (Theo James *.*)

pozdrawiam! ;D

06 stycznia 2014

Rozdział 2. Pełnia księżyca.

Przez cały tydzień wraz z Anastazją opłakiwałyśmy Klaudię w kościele. Dzień w dzień chodziłyśmy na jakiekolwiek msze, by modlić się za jej duszę. Czułam, że jeśli tego nie zrobię, to będę smażyć się w piekle na całą wieczność.
Unikałam Maksa. Zgubiłam się totalnie w swoich uczuciach i nie wiedziałam już, czy go kocham, czy też nie. Nastka mi powiedziała, że też tak ma, kiedy spotyka się z kimś, z kim nie powinna, ale chce. Albo z kim powinna, ale nie chce. Oba warunki wyglądały okropnie na wspomnienie twarzy Maksa. Był taki piękny... Uwielbiałam go oglądać, kiedy zasypiał na łące. Czasem robiłam mu jakieś żarty.
Ale teraz, kiedy Maks dzwoni i pisze, ja mu nie odpowiadam. Kiedy widzę go przed kościołem, chowam się za tatą i idę usiąść z rodzicami gdzieś z tyłu, żeby Maks nie zdążył mnie zobaczyć. Kiedy dostaję zaproszenie na ognisko, a on tam jest, znikam natychmiastowo, wyjaśniając innym to błahymi wymówkami.
Dziś wypadała pełnia księżyca, a wtedy robię się niemożliwa. Ale to dopiero w nocy. Dopiero słońce wzeszło, a martwe ciało Klaudii miało dziś spocząć na wieki w miejscowym cmentarzu. Lekarz patomorfolog zrobił jej sekcję zwłok i sprawdziły się podejrzenia policji – jej szyję rozszarpało dzikie zwierzę.
Ale już nie myślałam o tym. Najedzona wyśmienitym śniadaniem zrobionym przez mamę stałam przed wysokim lustrem i rozczesywałam długie, proste włosy. Moje spojrzenie było znużone i nieco otępiałe, a oczy przekrwione, gdyż nie spałam całą noc, płacząc i żałując, że nie zaprzyjaźniłam się z zmarłą. Miałam na sobie czarną, prostą i obcisłą sukienkę do połowy ud, a nogi wcisnęłam w szpilki siostry.
Godzinę przed ceremonią włączyłam komputer i zalogowałam się na facebook'u. Znaki „[*]”, walące się po całej społecznościowej tablicy, raziły mnie w oczy. Niektóre osoby, chcące się nam, elicie, przypodobać, stworzyły stronki na temat Klaudii albo naszej elitarnej przyjaźni „aż po śmierć”. Uznałam to za całkowicie żałosne posunięcie. Same znicze internetowe były dla mnie oznaką kpiny, nie żałoby. Dlaczego nie ruszą tyłka i nie pójdą na pogrzeb?
- Katerino! – usłyszałam włoski akcent ojca. Ach, żałowałam, że ja nie umiałam mówić, jak tato czy moja starsza siostra, Penelopa.
- Już, już – mruknęłam, wyłączając komputer jednym kliknięciem.

Rodzina Klaudii okazała się bardzo przyjemnymi osobami. Po uroczystej mszy zaprosili mnie, Anę i naszych rodziców na stypę. Szłam tam z niemrawą miną. Maksa nie widziałam w kościele.
Malutka restauracja, na którą ledwo było stać rodziców nastolatki, była dość przytulna i ładna. Dalecy krewni rozsiadli się po całej sali, głośno rozmawiając o dziewczynie, która tak młodo umarła. Raz po raz ktoś kładł dłoń na moim ramieniu i dziękowało za przyjście i przyjaźń z Klaudią. Uśmiechałam się, nie chcąc im mówić, jak naprawdę było.
Ciotka Klaudii zdawała się znać mego ojca. Z uśmiechem ucałowała go w oba policzki.
- Paolo! Kopę lat, co? - kobieta była na oko parę lat młodsza od moich rodziców. Była zbyt ładna i zbyt zadbana. Nie chciałam, żeby w ogóle zbliżała się do mojego taty. - To twoja młodsza córeczka? Katerina? Ojej, ale urosłaś! Wypiękniałaś!
Mruknęłam jej coś w odpowiedzi, kiedy mój tata powitał inną osobę, wujka Klaudii.
Moja mama wyglądała, jakby to całe miejsce śmierdziało gnojem. Nie dziwię się, ponieważ ona nienawidziła rodziny Klaudii. I nie zamierzała udawać, że jest inaczej.
Poszłam do Any, która oddaliła się od rodziców i stanęła za kolumną.
- Coś się stało?
- Ten głupi blondyn tu jest i rozmawia z rodzicami Klaudii – szepnęła w odpowiedzi. - Nie wiem czemu, ale boję się go. Ale on w ogóle nie był podejrzany w sprawie... Czy to nie dziwne?
Westchnęłam. Szepnęłam Anie, żeby wymknęła się ze mną z tej stypy. Obie nie czułyśmy się prawowitymi gośćmi.
Machnęłam ręką rodzicom, dając im znak, że wychodzę. Kiedy mijałyśmy przystojniaka, poczułam gęsią skórkę i prąd przepływający mi przez ciało. Zerknęłam na niego, a on wpatrywał się na mnie, nie oglądając się na swoich rozmówców.
- Chodź, Kat – Anastazja szarpnęła mnie dość mocno i poszłam wraz z nią do drzwi.
Owionął nas bardzo chłodny wiatr, więc byłyśmy nieco zdziwione. Jednak ja w głębi duszy dziękowałam za ten wiatr, bo mnie całkowicie ocucił. Czułam się tam, jak podczas jakiegoś uroku.
- O Boże, to już jest chore! - jęknęła Ana, a ja spojrzałam w miejsce, w które ona patrzyła. Blondynka o mocnym makijażu i burzą blond włosów, która opierała się o sportowy samochód, patrzyła na nas z uśmiechem psychopatki.
- Po prostu idźmy.
- Nie wydaje ci się, że to jego siostra albo ktoś w tym stylu? Możemy ją wypytać o niego albo... - przyjaciółka przerwała, by wziąć wdech. Stała w miejscu.
- Nie – ucięłam krótko. - Chodźmy do mnie, Penelopa robi dziś u nas ognisko. Będą jej znajomi... I twój brat – dodałam z uśmieszkiem. - Musisz go przecież pilnować, będzie trochę alkoholu.
Anka jęknęłam i przez całą drogę przeklinała na moją siostrę i jej pełnoletność. Śmiałam się, obejmując moją przyjaciółkę. Według mojego sumienia odkupiłam już wszystkie grzechy.
Mijając dom Maksa zbudowany za czasów pierwszej wojny światowej, poczułam drgnienie. Ale wiedziałam, że i tak dzisiaj nie mogłabym do niego przyjść. Chłopak gorzej reagował na pełnię księżyca. Czytałam kiedyś w Internecie, że niektórzy ludzie tak mają.
Może dlatego wyszły podania o wilkołakach?
- Będziesz dziś znowu lunatykować? - spytała mnie przyjaciółka z wahaniem.
- Lunatykować?
Byłam szczerze zdumiona. Podczas pełni zwykle traciłam przytomność albo mówiłam dziwne rzeczy w innym języku.
- Pamiętasz, jak dwa miesiące temu nocowałaś u mnie? Bałaś się pełni, więc chciałam cię pilnować. A ty wygadywałaś coś o tym, że musisz iść do lasu, by się z nim spotkać. Nie wiem, o kogo ci chodziło – powiedziała od razu. - Ale nie mogłam cię obudzić i spadłaś z podium. No wiesz, w moim pokoju jest podium, na którym jest łóżko.
Wystraszyłam się.
- Myślałam, że tylko tracę przytomność – jęknęłam. - Zostaniesz u mnie na noc?
- Jasne, jeśli mój brat się znów nie upije. Wtedy musiałabym go jakoś do domu przemycić, żeby rodzice nie zauważyli. Od kiedy skończyłaś się z nim bawić, to czasem lubi się upić mimo wszystko.
Było mi przykro, ale kiedy drzwi do domu otwarła nam moja siostra, uśmiechnęłam się i udawałam, że niczego nie było.
Penelopa miała rozwichrzone włosy i przecierała oczy. Musiała się zdrzemnąć przed którymś tam z kolei odcinkiem The Walking Dead. Teraz sama trochę wyglądała jak zombie.
- Przyszłyście mi pomóc w przygotowaniach? - posłała nam złośliwego buziaka i zagrodziła nam przejście.
- Nie – odparła moja towarzyszka i wypięła mojej siostrze język. - Ale chętnie się zjawimy na imprezce.
- Och, dobrze.
Penelopa, kręcąc tyłkiem, ruszyła do kuchni. Zahaczyła nogą o stojak na kurtki i upadła. Nie odważyłam się zaśmiać, ale kiedy zniknęła za drzwiami, przeklinając, uśmiechnęłam się zjadliwie. Chwilę potem słychać było, że otwarła lodówkę i coś z niej wyjadała.
- Rodzice zostali na stypie – poinformowałam ją i poszłam z Aną do mojego pokoju.
Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, co będziemy robić. Grać w The Sims? Od lat tego nie robimy. Kiedy ukończyłyśmy trzynaście lat i zrozumiałyśmy, że wokół nas roi się od ludzi, którzy chcą się z nami zaprzyjaźnić, zaprzestałyśmy temu i zaczęłyśmy organizować prawie co wieczór ciche imprezki, zapraszając coraz to inne osoby. Z paroma poczułyśmy więź i tak powstała nasza paczka. Ja, Ana, Maciek, Sandra, Tomek, Marcin i Tobiasz.
Ale paczka się rozsypała. Teraz wszystko wokół nich się kręciło, bo żyli dalej, nie zatrzymywali się jak my. Nie dzwonili do nas ani jednego razu. Nie żebym odebrała. Jak mam ignorować Maksa, to innych też.
Usiadłam na miękkim dywanie pośrodku pokoju i jęknęłam cicho. Kiedy Ana posłusznie usiadła obok mnie, czułam jak coś we mnie narastało. Odczuwałam przy tym wielki ból.
- Ana, po raz setny przepraszam cię za to, jaka byłam jeszcze niedawno – powiedziałam, ocierając łzy. Dziś była pełnia, bez sprawdzania to czułam. Przez łzy, ból, przewrażliwienie... - Aż zdziwiłam się, że ot tak mi przebaczyłaś.
- W sumie wtedy nie przebaczyłam ci do końca – odrzekła, uśmiechając się przepraszająco. - Też muszę cię przeprosić, bo przez całe lata cię okłamywałam. Nigdy nie byłam imprezowa – szepnęła i zwiesiła głowę, jakby wyznała mi najgorszy grzech. Potem podniosła głowę i się zaśmiała. Odwzajemniłam jej wesołość.
Przez godzinę przepraszałyśmy się nawzajem, wyznając kłamstwa i oszustwa. Szturchnęłam ją, mówiąc „ej”, kiedy wyznała, że mój pierwszy chłopak, Tobiasz, zdradzał mnie akurat z nią. Wyznała, że przez te jego oczy nie miała wyrzutów sumienia.
Po jakimś czasie temat zmienił się. Nastrój także. Zaczęłyśmy z powagą wspominać tamten wieczór, kiedy Klaudia została rozszarpana przez zwierzę.
- Módlmy się, żeby się nie okazało, iż ten blondynek jest psychopatycznym mordercą – powiedziałam, kiedy słońce znikło za czubkami drzew. - Nie wiem, co się ze mną dzieje, kiedy spotykam jego spojrzenie. Czuję się naelektryzowana, jest mi wtedy gorąco i dziwnie przyjemnie. Może to jest miłość? Hm... To by była całkiem niezła ironia. Bo chyba kocham faceta, który zabił Klaudię, którą zaś niezbyt za jej życia lubiłam.
- Albo to miłość, albo udar słoneczny – stwierdziła moja przyjaciółka, a potem się skrzywiła. - Oby twoja siostra już rozpoczęła ognisko. Potrzebuję czegoś mocnego.
Dziewczyna wstała, wyprostowała kończyny i lekko ziewnęła.
- Nie sądzę, żeby nam pozwoliła...
- No coś ty! Mamy już dawno skończone siedemnaście lat. Nie mylę się? A może tak?
- Ale ona... Wiesz, jaka jest – mruknęłam, przewracając oczami. - Nigdy mi nie da alkoholu do ręki. Nawet, gdybym miała sto lat.
Ana otworzyła usta, chcąc się ze mną kłócić, ale w tej samej chwili do naszych uszu dobiegł głos Penelopy:
- Dziewczyny! Ktoś do was przyszedł!
- Kto... - zaczęła moja przyjaciółka, ale podniosłam rękę, by ją uciszyć.
Zeszłyśmy po schodach, uważając na każdy stopień, gdyż nikt nie zapalił światła. Cicho przeklinałam na moją siostrę, że ugościła kogoś w ciemnościach. Że pozostawiła tą osobę samą.
Zauważyłam w lustrze na korytarzu odbijał się obraz ognia. Czyli przynajmniej Łukasz już jest. Może jest ktoś jeszcze, choć nie jest aż tak ciemno?
Przy wejściu do salonu stała oparta o ścianę Sandra. Jej rude włosy i wesołe ogniki w oczach jakby rozświetliły cały dom, a długie nogi i zgrabne ciało wygięło się wdzięcznie. Wyglądała jak jakaś supermodelka wyjęta z okładki. Nawet ułożenie jej włosów wyglądało na dopracowane.
Rzuciłam się do niej, by ją objąć, a ona zaśmiała się dźwięcznie.
- Kat, myślałam, że już nas olałaś. A tu proszę, jedyną Anę nie zignorowałaś kompletnie.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam – szepnęłam w jej bujne włosy. Znów załkałam. - Musiałam wszystko uporządkować. Zgubiłam się sama w sobie.
- Ale będzie dobrze – zapowiedziała brunetka za mną. - Jeśli już nie jest. Ja ci mówiłam, że to przez tego Maksa. Zawrócił jej w głowie na moment, ale wróciła.
- Bez niego, ma się rozumieć? - Sandra puściła mnie z objęć z uśmiechem. - Nikt go nie lubi, jest dziwny i...
- Ja też jestem dziwna! - zaprotestowałam. - Ile razy mam wam mówić o pełni księżyca? Przez pełnię robię się przewrażliwiona, inna. Zupełnie inna. Czuję coś w sobie... Jakbym była skrzynią skarbów, pełna czegoś nieznanego w środku.
Sandra wymieniła spojrzenie z Aną i obie parsknęły śmiechem. Potem Sandra delikatnie szturchnęła mnie w ramię.
- Oj, daj spokój. Zaraz zacznę wierzyć, że jesteś wilkołakiem. A wiesz, mam dużo srebrnych bransoletek.
Położyłam dłoń na czole, biorąc dwa głębokie wdechy. Jak mogłam zapomnieć, dlaczego mnie irytowały? Bo kiedy wszyscy razem byli, to próbowali się popisywać, żeby pokazać, jak to zasługują na miejsce w paczce. Dlaczego Ana znów udaje, że jest luzacka? Czemu teraz, kiedy przeszłyśmy tyle trudnych dni i rozmów? No, bez przesady!
Dziewczyna prawdopodobnie wyczuła moją irytację, bo zaproponowała pójście na dwór. Ale Sandra nie dawała za wygraną.
- Ale przecież jak wzejdzie księżyc, to Kat może mnie ugryźć! - Położyła niewinnie dłoń na szyi. Ana nieco mocniej niż zwykle dała jej kuksańca w bok. - No co? Przecież wiecie, że żartuję.
Na dworze było jednak sporo ludzi. Ale milczeli, jakby nie chcieli nam zakłócić rozmowę. Dopiero kiedy moja stopa dotknęła zielonej, miękkiej trawy, ktoś do mnie podszedł, a wokół rozbrzmiał gwar.
- Siostra, daj nam chwilkę – zabrzmiał głos Łukasza. Myślałam, że Ana zaraz coś mu powie, ale tego nie zrobiła. Chyba pierwszy raz w życiu.
- Łukasz, co robisz...? - zaczęłam, marszcząc brwi. Sandra wierciła wzrokiem w tył głowy Łukasza, jakby chcąc nim kontrolować.
- Twoja i mojej siostry przyjaciółka zmarła, a równie dobrze mogłyście to być wy – wykrztusił jednym tchem. - Już zrobiłem kazanie siostrze, tobie nie zamierzam... Chcę ci tylko powiedzieć, że nigdy nie przestałem cię lubić. Wiem, że Penelopa jest przez to wściekła, bo dla niej cztery lata to o cztery lata za dużo...
Przybliżyłam nos do jego ust, by wyczuć zapach odrobiny alkoholu, by mieć znak, że jest pijany, ale nie poczułam nic prócz mięty. On zrozumiał to inaczej. Nachylił się bardziej i nasze usta się spotkało. Nie trwało to dłużej niż dwie sekundzie, kiedy ja go odepchnęłam lekko, żeby nikt tego zajścia nie zauważył.
- Przepraszam, ale ja... nie – powiedziałam. Dlaczego oni nie mogli zrozumieć, że ich nie kocham? Że to, co czuję do Maksa też nie jest miłością? Albo jest, tylko zachwianą... I nieco dziwną. Albo inną niż sądzę.
Wróciłam do domu i pobiegłam na piętro prosto do mojego pokoju, gdzie się zamknęłam. Odsunęłam łóżko i uklękłam przy moim schowku. Z roztargnieniem przeszukałam mój schowek. Ostatnio chodziłam z pamiętnikiem prawie wszędzie. Od dwóch dni nie potrafię go znaleźć i z nadzieją dzień w dzień odwiedzam te same miejsca. Nic, oprócz moich starych, nic niewartych pamiętników. W tym ostatnim pisałam o morderstwie, o pełni, o tym przystojniaku... Nawet przy moich słabych zdolnościach malarskim raz w nocy udało mi się na kartce odzwierciedlić jego wizerunek. To on miał największe wartości, nawet jeśli niektóre pisały o ustach Łukasza, czy o nowym przyjacielu, Maksie. Wtedy często pisałam o nich i obaj mieli w sumie swoje odrębne pamiętniki.
Uklękłam na zakurzonej podłodze przed skrytką. Czemu tak nie zostało? Czemu nie mogę być z Łukaszem, chwalić się nim całej szkole, a przyjaźń z Maksem jest tylko przyjaźnią? Boże, jaka ja byłam głupia!
Nie wiedziałam, jak długo przeszukiwałam pokój, ale ściemniło się i nagle pojawiło się srebrne światło. No nie.
Ból głowy i nagła senność przeraziły mnie. Jakby księżyc kontrolował mnie, usiłował uczynić mnie słabą i sobie poddaną. A ja nie potrafiłam z tym walczyć, bo nie szło z tym walczyć. Z dziwną chęcią położenia się spać usiadłam na łóżku i pogładziłam kołdrę.
Wiedząc co nastąpi, zasnęłam.
_________________________
Teraz rozdziały będą krótsze. Dzisiejszy jest taki o niczym, jak patrzę, ale żeby nie było za szybko, to go dodałam. Następny będzie z akcją ;)

14 grudnia 2013

Zakładniczka: Rozdział 1. Początek.

Siedziałam przytulona do chłopaka, którego kochałam, a przynajmniej wydawało mi się, że to jest miłość. Liczyłam ilość jego oddechów, od kiedy tak siedzieliśmy, i doliczyłam się ich już trzydziestu. Nieśmiało położyłam dłoń na jego pierś i poczułam bicie jego serca. Było szybkie i mocno wyczuwalne.
- Bardzo cię lubię – powiedział szeptem. Wziął kosmyk moich ciemnobrązowych włosów i trzymał je przy swoim nosie, wdychając zapach nowego szamponu. - Podobają mi się twoje włosy, Kat. I to, jak milczysz i słuchasz, a nie gadasz i gadasz. Zwróciłam głowę do jego twarzy i posłałam mu najszczerszy uśmiech.
- Dlatego Anastazja i Klaudia zaczynają się mną nudzić? Też cię lubię, Maks. Bo jako jedyny znasz mnie na sto procent. Wiesz, że wystarczy, jak będziesz długo gadał o pogodzie, a ja się uspokoję. Wiesz, że wolę filmy akcji, a nie romanse typu Zmierzch. Wiesz, że gram w Metina i Aiona, atakując najwyższą ilość graczy, jaką potrafię, i nie każesz mi przestać. Dlatego wolę twoje towarzystwo niż towarzystwo tych dziewuch, które żądają ode mnie luzactwo, chamstwo... Co z tego, że kiedyś taka byłam? Teraz nie jestem jak one, te wredne...
- Ale to twoje przyjaciółki! - zaprotestował mój przyjaciel.
- Pal licho takie przyjaciółki – zaśmiałam się. - Musisz się przyzwyczaić do mojej zmienności...
- Kasiu...
- … bo cię kocham i zamierzam spędzać z tobą tyle czasu, ile dam radę – palnęłam, zanim się zorientowałam, co powiedziałam. Zapłonęły mi policzki, ale to nic w porównaniu z burakiem, jakiego puścił Maks.
Odsunęłam się od niego, wstałam i otrzepałam się trawę z ubrania. Spojrzałam na kwiatek, który mi zerwał dziś ów chłopak. To była śliczna stokrotka ożywiona letnim słońcem i niedawnym deszczem.
- Kaśka – wyszeptał Maks. - Nie domyślałem się... Nie wiedziałem...
Milczałam. Bałam się, że jak się odezwę, to powiem coś w stylu : „Och, Maks, jeśli ty nie chcesz być ze mną, to chociaż dalej się przyjaźnijmy”. A tak nie chciałam. Chyba. Sama nie wiedziałam. Marzyłam o nim jako chłopaku, ale nie chciałam tracić jego przyjaźni.
- Zawsze chciałem, byśmy byli razem – powiedział, nie patrząc na mnie w ogóle. Raz po raz próbował podnieść wzrok, ale jakby miał blokadę w oczodole i wzrok padał z powrotem na paznokcie u jego rąk. - A potem ty podeszłaś do mnie i zagadałaś, bo widziałaś, że trzymam w dłoni Grę Endera. Mówiłaś, że byłaś na tym w kinie i czy byś mogła pożyczyć ową książkę ode mnie. A ja się zgodziłem. Chwilę później straciłem nadzieję, że mnie znów zauważysz, ale następnego dnia odeszłaś od koleżanek, które szły do łazienki, i poszłaś do mnie, pytając o moje ulubione książki. I tak, dzień w dzień, chodziłaś do mnie, aż w końcu zapoznałaś mnie z twoimi koleżankami, nazywając mnie swoim przyjacielem. Byłem zachwycony, nawet jeśli nie było szans na żaden romans. Ale jeśli ty... Jeśli mnie kochasz... To jakby spełniły się moje wszelkie marzenia.
Zamrugałam zaszokowana jego zwierzeniem. Przycupnęłam przy nim, a potem rzuciłam się w jego ramiona, szczęśliwa. Upadliśmy razem na miękką trawę za jego domem. Pocałowałam go, a on odwzajemnił pocałunek nieco niezgrabnie.
- Co? Boisz się, że twoja mama nas widzi? - zażartowałam, gdy się od siebie odsunęliśmy. - Czy może dla ciebie to za szybko...?
On pokręcił głową w milczeniu i parsknął śmiechem. Następnie wstał i podał mi swoją dłoń. Zrobiłam minę niezadowolonego dziecka. Za grosz romantyzmu w tym chudym cielsku.
- Zaraz jadę na lekcję gry na pianinie, ale w piątek wieczorem u mnie zrobimy maraton naszych ulubionych filmów, co?
Zgodziłam się. Chwilę potem pożegnaliśmy się i każdy z nas skierował się ku swoich domów, gdyż byliśmy swoimi sąsiadami. Zdziwiłam się, że dopiero od niedawna się z nim przyjaźnię, że nigdy go nie zauważałam, choć mieszkał tu od urodzenia tak samo jak ja.
Przeskoczyłam przez niski płot i przeszłam przez tylne drzwi prosto do kuchni. Byłam w takiej euforii, że natychmiast dorwałam się do telefonu i wykręciłam numer Anastazji. Zrobiłam to jak w tych starych amerykańskich filmach, kiedy to bohaterki filmu chciały o czymś radosnym powiadomić przyjaciółki. Dziewczyna odebrała po jednym sygnale.
- Anastazja przy telefonie – doszedł do mnie znużony głos.
- Ana, kochana! - zaśmiałam się. Mimo ostatniego ochłodzenia naszych stosunków zachowywałam się jak gdyby nigdy nic. Zauważyłam, jak bardzo brakowało mi przyjaciółki. Odezwały się wyrzuty sumienia, kiedy przypomniało mi się, jak ją traktowałam i obgadywałam.
- Nie uwierzysz, co się stało.
- Mówże, kobieto.
- Maks i ja chyba ze sobą chodzimy – poinformowałam ją mniej radośnie, bo zrozumiałam, że Ana ma do mnie urazę. Przez cały tydzień próbowałam unikać dziewczyn i chyba one to zauważyły. A do tego słowa, które wyszły z moich ust, jakoś mnie nie uradowały.
- To wspaniale! To dlatego byłaś dla nas taka oschła? Bo martwiłaś się Mak-siusiem? Nigdy cię nie zrozumiem - zachichotała. - Planowałam z Klaudią wypad do klubu. Chcesz iść z nami? Dziś wieczorem.
Spojrzałam na zegar, który wskazywał szesnastą, a potem na kalendarz. Dwudziesty lipiec, niedziela. Rodziców nie było w domu, gdyż pojechali do dziadków, a siostra pojechała na tydzień do Grecji.
- Jasne. Spotkamy się u ciebie? - spytałam, a ona od razu powiedziała o której godzinie. - To do zobaczenia, pa!
Odsunęłam się od telefonu, jeszcze bardziej zadowolona. Zyskałam chłopaka oraz moja przyjaźń zmartwychwstała. Może to, co kiedyś między nami było, powróci? Nie chciałam nie znosić moich przyjaciółek. Kiedyś byłam jak one i były dla mnie idealne. Maks zmienił mnie nieodwracalnie, ale jednak nie miałam mu tego za złe.
Sprawdziłam w telefonie, na kiedy przypada pełnia księżyca. Odetchnęłam, kiedy okazało się, że miałam jeszcze czas. Włączyłam telewizor i usiadłam wygodnie na fotelu. W domu było bardzo jasno z powodu szklanych drzwi i wielkich okien. Zerknęłam na starą mahoniową komodę, na której znajdowały się stare rodzinne zdjęcia z wakacji. Uśmiechnęłam się na widok szczerbatego grymasu młodszej mnie.
Zwróciłam głowę ku ekranowi, a następnie włączyłam film Most do Terabithii z dysku. Zachwyciłam się na widok o parę lat młodszego Josha Hutchersona. Był wtedy taki słodki. Zdrzemnęłam się między sceną w kościele, a śmiercią przyjaciółki, Leslie. Kiedy się ocknęłam, była już osiemnasta.
Zostało mi tyle czasu, a nie miałam już ochoty oglądać filmu. Nie chciałam też widzieć Maksa. Nie wiedziałam czemu, ale to prawda. Może chciałam ochłonąć. Może... Zresztą, nieważne.
Wróciłam do kuchni i wzięłam najdorodniejsze truskawki z lodówki, a także do mniejszej miski nasypałam trochę cukru. Szybko pobiegłam do górę, do mojego pokoju. Owoce położyłam na biurku, a ze skrytki za łóżkiem wyjęłam notes, który leżał na stosie starszych, zużytych notesów. Z piórnika na biurku wzięłam moje ulubione pióro, które używałam jedynie do pisania najskrytszych myśli. Wzięłam także dwie miski z owocami i cukrem.
Usiadłam na szerokim parapecie urządzonym tak, by móc na nim swobodnie siedzieć czy spać. Z truskawkami po prawej, na niskim stoliku, i z piórem w ręku byłam gotowa.
Kochany pamiętniku,
minęło sporo czasu, od kiedy do Ciebie ostatni raz napisałam. Zmieniłam się, mój drogi. Już nie jestem tą wiecznie zakochaną w przystojniakach z ekranu dziewczyną, ani udawaną siostrą Maksa.
Kocham Maksa, to fakt, ale nie wiem już jak go kocham. Bałam się, że go wystraszę wyznaniem, ale on mnie kocha tak samo. Radowałam się. Całowałam go. Tylko ja nie chcę być z nim. Nie chcę go całować.
Oderwałam pióro od kartki i wpatrzyłam się w swoje słowa wyryte w pamiętniku, jakbym widziała ducha. Ale zrozumiałam, że to czuję. Że nie jestem gotowa, choćbym mogła kochać go latami. Parę godzin temu radowałam się pocałunkiem, tym, że jest szansa na związek, ale teraz się tego przeraźliwie bałam.
Wiem, że mi inaczej nie pomożesz, tylko mnie wysłuchasz... Ale jakbym chciała, żeby z Ciebie wyszedł człowiek, który zna mnie najlepiej, który powiedziałby, czego naprawdę chcę. Moje niezdecydowanie niszczy mnie od środka. Wyżera to, co jest dobre, co mnie uszczęśliwia.
Pamiętniku! Nie ignoruj mnie, błagam! Nie milcz, lecz mów! Och, jakżebym chciała, żebyś był gadatliwym chłopcem, który przewyższa mnie mądrością i dojrzałością. Który byłby mym niewidzialnym doradcą.
Dobrze, jak słuchasz, to nie będę narzekać dalej. Dziś jadę do Any, a potem pojedziemy do klubu. Nie wiem, o jaki klub jej chodzi, ale nie mam dobrych przeczuć. Przez chwilę byłam starą sobą, która bez trosk lubiła się bawić. Bez trosk pocałowałam przyjaciela, bez trosk zgodziłam się na wygłupy, nie myśląc o konsekwencjach obu zdarzeń. Mogłam stracić przyjaciela i mogło mi się coś stać.
Znaczy... Mogę i może. Bo nie odwrócę niczego, będę z nim i pójdę do Anastazji. Wezmę Cię ze sobą. Zobaczysz wszystko, a jak zechcesz więcej szczegółów – opiszę Ci je natychmiastowo. A teraz żegnaj. Do... usłyszenia, zobaczenia? Może do napisania?
Uśmiechnęłam się, widząc, że nie straciłam poczucia humoru.
Przycisnęłam notes do piersi, czując łzę płynącą mi po policzku. Przygryzłam wargę, hamując atak histerii. Tęskniłam za przeszłością, za tym, jak byłam normalna - chamska i wredna dla innych, najpiękniejsza z najpiękniejszych – za tym, jak nie nęciły mnie nocne koszmary i – w czasie pełni – dziwne utraty świadomości.
Siedziałam tak, zajadając truskawki z cukrem, do dwudziestej. Potem niepewnie wstałam, wyprostowałam się i skierowałam do łazienki. W pięć sekund umalowałam się i odświeżyłam. Był to delikatny makijaż.
Następnie ubrałam się w czarną, lśniącą spódniczkę o idealnych wymiarach. Ni to na imprezę, ni to na pogrzeb. Z bluzką był problem. Stałam przed wielkim lustrem w staniku i w spódniczce, zastanawiając się, czy Klaudia będzie mieć mi za złe, że pójdę bez bluzki.
Zachichotałam na myśl, jaką może mieć minę. Wzięłam niebieską bluzkę w stylu vintage z wiązaniem u szyi.
Chwyciłam się za włosy, myśląc o jakieś fryzurze, ale po chwili puściłam je wolno i z połyskującym uśmiechem skierowałam się do drzwi. Nie zorientowałam się, kiedy znalazłam się pod domem Any. Zapukałam do drzwi w dawno ustalonym rytmie. Uśmiechnęłam się na powódź wspomnień.
Młodsza o dziesięć lat ja z przyjaciółką. Obie z długimi, ślicznymi włosami. Widziałam siebie, jak wirowałam z Aną, a potem padałyśmy na polanę przy lesie. Chichotałyśmy szczęśliwe, że mamy siebie. A potem krzyk mamy i jej purpurowa z gniewu twarz. Wróciła rzeczywistość. Drzwi otwarła mi Klaudia z niezadowoloną miną.
- Wróciłaś do jej łask – powiedziała z pogardą. Potem uśmiechnęła się trochę przekonująco. - Wchodź, wchodź. Znasz to miejsce lepiej ode mnie.
Miała rację, bo z Aną poznałyśmy Klaudię dopiero dwa lata temu. Ona wkupiła się w nasze łaski i jakimś cudem się z nami zaprzyjaźniła. Ale czułam, że mnie nie lubi. Obcas stuknął o wypolerowaną podłogę. Dom czarnowłosej dziewczyny należał do jednych z najbardziej bogatych will i był najpiękniejszy w całym rejonie. Wielki, z marmurowymi, podświetlanymi kolumnami przy drzwiach frontowych, a sam ogród był miejscem pracy dziesięciu najlepszych ogrodników w województwie.
- Hej – zawołałam na widok olśniewającej Any. Dziewczyna zapiszczała na mój widok i wzięła mnie w objęcia.
- Tęskniłam za tobą tak bardzo!
- Oj, udusisz mnie.
- No więc opowiadaj, co z Maksem – Potem skierowała wzrok na Klaudię. - Kat kręci z Maksem.
- Fuj, to prawie kazirodztwo – mlasnęła. - A poza tym Maks to istny idiota.
Moja przyjaciółka posłała dziewczynie niemiłe spojrzenie. Wyglądała słodko dziecinnie przy mnie i Klaudii, gdyż była bardzo niska i wyglądała nieco dziecinnie z loczkami. Ale nie była słodka ani dziecinna. Czasem bali się jej nawet nauczyciele, kiedy wpadała w irytację, jak z niej kpiono.
Ale Klaudia to zignorowała.
- Czyli w sumie żadna interesująca wiadomość. Maks to nie jest typ faceta, który mnie intryguje. Więc nie obawiaj się, że ci go poderwę.
Westchnęłam.
- Klaudia, daj spokój.
- To, że tak łatwo wkraczasz do naszej paczki, to z winy Any, która ma głupie sentymenty - syknęła cicho, kiedy Ana zniknęła w łazience. - Przez ciebie ludzie się od nas odwrócili, bo nie wiedzieli, gdzie więcej zyskają. Czy z tobą, czy ze mną. Bo ty z dnia na dzień siadasz z idiotami, a elitę odstawiasz na bok. Nie będę ci wybaczać.
Otworzyłam szeroko usta w niemiłym zdziwieniu. To ja z Anastazją pracowałyśmy, by uzbierać najciekawsze osoby do najlepszej grupki szkolnej. Klaudia ot tak zjawiła się tam, bo flirtowała z Marcinem. A ten idiota wprosił ją bez mojej zgody. Poczułam się wtedy upokorzona.
- Ty... - zaczęłam nienawistnym głosem, wskazując na nią palcem, ale szybko zrobiłam pozę luzary, kiedy moja przyjaciółka wróciła.
Ana pobiegła i objęła nas ramionami.
- Och, jak dobrze widać, że się pogodziłyście. Przyszykujmy się, co? Musimy onieśmielać każdego w tym klubie. Jedziemy do Czarnej Pantery. Jest modna i droga, ale mam wejściówki. Mój brat flirtował z barmanką.
- Łukasz? - spytałam z znaczącym uśmiechem.
- O co chodzi? - zirytowała się Klaudia.
- Kat kręciła z moim bratem, kiedy był "bad boyem". Wszystkie panny na niego leciały. A co Kat zrobiła? Zmieniła go na lepsze i rzuciła. Był zły na nią, ale chyba mu już przeszło.
Mina Klaudii się zmieniła. Wyrażała gniew. No tak. Od roku kochała się w chłopaku, a teraz wiedza, że pierwsza go miałam i nawet go rzuciłam, nie była przyjemną niespodzianką.
Przestąpiła z nogi na nogę, a potem poszła do łazienki, by się pomalować. Choć już błyszczała i zapewne zwróciłaby uwagę każdego na parkiecie. I chłopaka, i dziewczyny.
- Przepraszam - szepnęłam do Any. Spojrzała na mnie z zdziwieniem. - Odwróciłam się od was i wszystko popsułam.
Zależało mi na przyjaźni Any, choć czasem chciałabym jej nie znać, tak jak to było przy spotkaniu z Maksem. Czułam, że przy nim jestem inna, grzeczna i miła, a przy Anie wraca moja dawna postać. Powoli, ale wraca.
- Czułam, że mam was dość, ale teraz wiem, że to Klaudię nie znosiłam. A wtedy przy Maksie czułam, że go kocham, a teraz czuję coś innego...
- Rozumiem - powiedziała krótko moja przyjaciółka.
- Rozumiesz? - zgłupiałam.
- Tak. Jesteś najbardziej niezdecydowaną i zmienną osobą na świecie. Ale za to cię kocham - Przytuliła mnie. Potem zbliżyła usta do moich uszu. - Potrzebujesz przystojniaka na jedną chwilę. Wtedy zrozumiesz, czy kochasz nudnego Maksa, czy może wolisz przystojniaczków?
Uśmiechnęłam się, zadowolona.
Kiedy Klaudia wróciła, zaproponowała, że zrobi nam wszystkim fryzurę. "Niechcący" ukłuła mnie ostrą końcówką wsuwki w szyję, a po jakimś czasie tą samą wsuwką ukłuła sobie palec, po czym zaczęła ssać krew. Kiedy spojrzałam na nią, a ta nie zdawała sobie z tego sprawy, mogłam widzieć, jaką miała minę. Przerażała mnie jej powaga, jakby ta krew była cenna.

Czarna Pantera to największy i najbardziej rozchwytywany klub w okolicy. Żeby móc się w nim znajdować, trzeba być kimś wysoko usytuowanym, obrzydliwie bogatym lub, najłatwiej i najtaniej, mieć znajomości.
- Lu mówił, że tu jest bardzo bezpiecznie - rzekła Anastazja, widząc moją minę. "Lu" to jeden z wielu przezwisk Łukasza, seksownego, boskiego, cudownego, urokliwego... I tak dalej, brata.
Stałam jeszcze chwilę przed wielkim, czarnym i magicznie oświetlonym budynkiem z wyrytą w marmurze nazwą.
- Sama nie wiem - odezwałam się, czując przybliżającą się "stroskaną Kat". - Ok, wejdę tam, ale na godzinę, może dwie.
- Robisz problemy, Katerino - jęknęła Klaudia i mrugnęła zawadiacko do przystojnego blondyna, który akurat wchodził do klubu, zerkając na nas. Uśmiechnął się, a ja poczułam gęsią skórkę.
- Nie słuchaj jej - szepnęła do mnie moja przyjaciółka.
Wzięłam Nastkę pod ramię, a ona zaś Klaudię i we trzy weszłyśmy do klubu, pokazując ochroniarzowi wejściówki. Minę miał niemrawą, kiedy obok niego przeszłyśmy.
Klub oszałamiał. Światła, sztuczna mgła i ciemne kąciki przyprawiały o dreszcz każdego, kto tu wchodził pierwszy raz. Niektóre obściskujące się pary wydawały się na początku niezbyt romantyczne. Myślałam, że mężczyzna gryzł dziewczynę w szyję, ale po sekundzie zrozumiałam, że po prostu bardzo długo ją całuje, a ona zresztą nie ma nic przeciwko temu. Pokręciłam głową, karcąc się za każdy odcinek Czystej Krwi i Pamiętników Wampirów.
Bar przykuł moją uwagę. Siedział tam ów przystojny mężczyzna, który rozmawiał z czarnoskórą barmanką, popijając szkarłatnego drinka. Towarzysz tej kobiety rozdawał niektórym podobne drinki lub mieszał wódkę z jakimiś sokami.
Na wysokim podium śpiewał nieznany zespół. Gitarzystka miała akurat swoją solówkę. Melodia niezbyt nadawała się na dyskotekę, ale wszyscy wokół tańczyli, jakby zawsze tak się bawili.
Ana zaciągnęła mnie na parkiet i zaczęłam podrygiwać i kręcić się w rytmie. Kopiowałam jej każdy krok, a w uszach szumiało mi od krwi. Nie czułam się swobodnie.
Klaudia stała blisko drzwi klubu, obserwując z uśmiechem przystojniaka z baru. Zacisnęłam usta w wąską linię, ale dalej tańczyłam. Nie zauważyłam do tej pory, żeby on odwrócił się i zrobił przerwę od rozmowy.
Podczas którejś tam z rzędu piosenki jakaś para zderzyła się ze mną i o mało co nie upadłam na posadzkę. Dziewczyna przerażona przepraszała mnie setki razy, a mężczyzna tylko skinął głową.
- Anastazjo - zaśmiałam się, kiedy tamci odeszli. - Chodźmy potowarzyszyć Klaudii, bo chyba przystojniaczek nie raczy na nią spojrzeć.
Przyjaciółka uniosła brew, patrząc na mnie.
- Ja też chcę go poobserwować, nie jesteście same - Puściła do mnie oczko i poszła w kierunku Klaudii. Ja też to zrobiłam, lecz nieco wolniej, by móc spokojnie oglądać mężczyznę.
Kiedy jednak się znalazłam na miejscu, Klaudii już nie było, za to stała tam gniewna dziewczyna z burzą czarnych loczków.
- Poszła do niego, popatrz! - warknęła Ana. Potem zrobiła stęsknioną minę. - Ona nigdy nie poczeka na nas. Zawsze bierze najlepsze partie.
Gdy patrzyłam w stronę Klaudii, poruszającej się niczym kocica, która wypatrzyła swoją zdobycz, zazdrość zżerała mnie od środka.
- Masz rację. Nie podoba mi się Maks jak inni - jęknęłam, widząc, jak Klaudia klepie chłopaka po ramieniu, żeby zwrócić jego uwagę. Chciałam jak najszybciej wyjaśnić sprawę przyjaciółce, jakby od tego zależało, kto zdobędzie tajemniczego przystojniaka. - Ale go i tak kocham i nawet podobał mi się ten pocałunek. A teraz stoję tu zazdrosna o nieznajomego. Nie dojrzałam, jak uważałam.
Chciałam, żeby przyjaciółka mnie jakkolwiek skarciła, obraziła lub pouczyła. Ale ona patrzyła mi przez ramię na akcję, jaką robiła nasza blondyna. Przeczesałam palcami brązowe włosy, czując na sobie wzrok wielu ludzi.
- Ej, patrz! - szturchnęła mnie Ana.
Odwróciłam się i poczerwieniałam. Mężczyzna patrzył na nas swoimi magicznymi oczami. Stałam w miejscu, nie poruszając ani jedną kończyną. Czułam, jak atmosfera robi się gorąca, muzyka cichnie, powietrze napiera na mnie. A wtedy to magiczne połączenie zostało przez niego zerwane. Zerknął na Klaudię i skinieniem poprosił o taniec.
- Patrzył na nas - mówiła Ana, całkiem podniecona. - On na nas patrzył. Szkoda, że z tej odległości nie widać było koloru jego oczu.
- Na początku zdawały się być czarne, ale potem, na pewno, były jasnoniebieskie - odpowiedziałam jej szybko.
- Jak możesz to widzieć? - zapytała mnie. - Jest ciemno, a on siedział tak daleko od nas...
- Czułaś coś, kiedy patrzył? - zignorowałam jej pytanie.
- No jasne. Wprost nietoperze biły się w moim brzuchu, żadne latanie motylków.
Zmarszczyłam brwi.
- Nie czułaś, jakby powietrze próbowało cię udusić, a on jakby to robił celowo?
Pokręciła głową, wypatrując Klaudię. Wykrzyknęła "Oho!" na widok wysokiego chłopaka o ostrych rysach i wilczym spojrzeniu, który stanął przed nami i gestem poprosił Anę o taniec. Ta bez oporów podała mu dłoń. Drgnął, ale minutę później zniknęli w tłumie.
Przez dwie piosenki stałam przy drzwiach, a "stara Kat" oczekiwała na jakiegoś chłopaka, który zostawiłby dziewczynę i poszedł z nią zatańczyć. Mocno wkurzona brakiem zainteresowania wciskałam się przez tłum do centrum imprezy, szukając Klaudii i Pana Tajemniczego.
W ostatniej chwili znalazłam się na miejscu, ale oni już gdzieś wychodzili. Euforia Klaudii tylko jedno znaczyła.
Wyjęłam z torebki telefon i wystukałam do Any i Klaudii wiadomość:
To miejsce jest nudne. Idę pieszo do domu. Nie musicie mnie szukać. Mam nadzieję, że się dobrze bawicie.
Całusy,
Kat
Zerknęłam przez ramię a do moich uszu dobiegł chichot Klaudii. Chyba go sobie wyobraziłam, bo było w tym budynku za głośno.
Wychodząc, szturchnęłam niechcący dziewczynę z przekrwionymi oczami, która sączyła brunatny napój z szklanki z parasolką. Syknęła do mnie niczym rozwścieczone kocię. Minęłam ją bez słowa.

Przytłumione światło dostawało się przez okno do moich niewyspanych oczu. Przewróciłam się na drugi bok i ziewnęłam. Niechętnie wpatrzyłam się w zegar, który leżał na szafce nocnej. Dochodziła dziewiąta.
Telefon, leżący obok zegara, mrugnął i wydał charakterystyczny dźwięk, który oznaczał sms'a Any. Sięgając po ten przedmiot, zrzuciłam lampę i zużyte chusteczki higieniczne. Niechcący, oczywiście.
Pobudka, kochana! Wyszłaś wcześniej z imprezy, a dalej śpisz, co?
Mam nowinę! Klaudia jeszcze nie wróciła do domu. Ciekawe czemu, hm? :D obie wiemy, czemu jej nie ma. Pan Nieznajomy, inaczej zwany Seksownym, pewnie zajmuje jej uwagę.
Obudź się, bo doskwiera mi nuda.
Kisses,
-A
P.S.1 Kocham Słodkie Kłamstewka
P.S.2 Przyjdź do mnie jak najszybciej. Musimy odrobić stracony czas. Lepiej będzie bez Kat.
Uśmiechnęłam się, kiedy otrzymałam ten sms. Tęskniłam za Anastazją jednak bardziej niż za Maksem, który od wczoraj wysłał mi z dziesięć wiadomości, tyle samo dzwonił, a ja ani razu nie odpowiedziałam. Miałam wyrzuty sumienia, ale uciszałam je, patrząc na fotkę mnie, Any, Maćka i Thomasa z Niemiec. Kiedy robiono to zdjęcie, nie znaliśmy Klaudii, byłam sobą i przyjaźń z tamtymi chłopakami była zabawna, dziecinna.
Zeszłam na dół, kompletnie ubrana, i szybko znalazłam się w kuchni. Zjadłam bułkę z szynką i sałatą, popiłam to sokiem grejpfrutowym. Moi rodzice późno w nocy wrócili, skłóceni z moimi dziadkami. Teraz odsypiali zmianę czasową oraz zmęczenie.
Nie zmartwią się, kiedy zniknę bez uprzedzenia. W mojej domowej kartotece były większe wykroczenia typu podkradanie zapasów alkoholu taty lub organizowanie imprezy, myśląc, że rodziców nie będzie. Och, jak mnie i mojej siostrze, Penelopie, się wtedy oberwało!
Drzwi otworzył mi Łukasz, który wyglądał, jakby całą noc nie spał. Miał zmierzwione włosy, lekki zarost i bokserki.
- Otwierasz drzwi tak każdemu? - zapytałam na powitanie. - Musi być ciekawie.
Uśmiechnął się, przyjrzawszy się mnie dokładniej.
- Nic się nie zmieniłaś, Katerino.
Nie czekając na żaden gest, wcisnęłam się do środka. Dom był zawalony plastikowymi kubkami, a gdzieniegdzie leżał ktoś nieprzytomny.
- Mylisz się. Zmieniłam się nie do poznania. Łukaszu, gdzie twoja siostra?
Kiwnął mi na schody i owionął mnis delikatny zapach dezodorantu. Ach, kocham ten zapach.
Machnęłam na niego ręką i skierowałam się na górę. Anastazja miała piękny pokój, ale kochałam swoje lokum, gdzie miałam wszystko, czego pragnęłam.
Dziewczyna leżała na swoim łóżku i przeglądała najnowsze gazety o modzie. Na okładkach mizdrzyły się między innymi Kate Moss, Lucy Hale i Vanessa Hudgens. Ana ubrana była w różową piżamę i miała cieplutkie kapcie na nogach. Była nieumalowana, aczkolwiek emanowała świeżością i atrakcyjnością. Błysnęła uśmiechem, kiedy przyszłam.
- Kristen i Rob żyją teraz w przyjaźni. Ale to udawane, no nie? - zaśmiała się.
- No raczej. A Jen super grała w Igrzyskach Śmierci. Zazdroszczę jej Josha. Kochany jest, prawda?
"Stara Kat" wygrała. Powróciła na tą chwilę i "Nowa Kat", która była nudniejszą wersją mnie, siedziała cicho w ciemnym kącie, obumierając. Nie pozwolę jej wrócić.
Po godzinie albo dwóch włączyłyśmy telewizor. Wyskoczyła zapowiedź dzisiejszych wiadomości.
- Śmierć nastolatki w Czarnej Panterze, popularnym, miejscowym klubie - mówił głos niewidocznego dziennikarza z grubej rury.
Otwarłam usta wystraszona. Nienawidziłam jej, a to wszystko tylko pogarszało. Spojrzałam z lękiem na Anastazję, ale ona bez zmrużenia oka przeglądała czasopisma. Nie słuchała reklamy.
- Ana! - uderzyłam ją w ramię. Łzy spłynęły mi po policzkach. - Musimy dzwonić do państwa Nogackich.

Samochód policyjny przed skromnym domem Nogackich, rodziny Klaudii, pogarszał sytuację. Wtedy wiedziałam, że to naprawdę, naprawdę ona. Załkałam, a Nastka w ogóle nie reagowała na otoczenie. Szła przed siebie, dumnie zacierając nosa.
Uwierzyłabym każdemu, kto by powiedział, że Anastazja to ta Anastazja z rodu Romanowów, o której zrobili film dramatyczny i animowany. Co z tego, że jej matka jest pół Chinką. Co z tego, że tamta Anastazja urodziła się w 1901 roku i naprawdę zmarła 1918 roku, a nie jak inni rozpowiadali, iż przeżyła atak. Szczerze mówiąc, od prawdziwej historii wolę tą przedstawioną dzieciom.
Moja przyjaciółka zerknęła na mnie pocieszająco, a potem twardo na policjanta stojącego przy drzwiach domu Nogackich.
- Jesteśmy... Byłyśmy przyjaciółkami Klaudii. Żądamy jakiegoś kontaktu z jej rodzicami - nakazała jak prawdziwa władczynia. Zniknęła typowa, luzacka Ana, znana wszystkim ze szkoły. Nie wiedziałam, że pod burzą tych loczków i dziecinnej twarzyczki znajduje się tak opanowana osoba. Jeszcze bardziej zapłakałam na wspomnienie tego, jak ją obgadywałam i przez parę sekund nienawidziłam, myśląc, że jest pusta i plastikowa, krótko mówiąc. Zrozumiałam, że ona grała, myśląc tak samo o mnie jak ja o niej.
Policjant wyjął walkman i wyjaśnił sytuację osobie z drugiej słuchawki. Dźwięki wydawane przez urządzenie nie było przyjemne, ale koniec końców jakiś inny policjant wydał rozkaz. Pozwolono nam wejść.
- Pani Nogacka, panie Nogacki! - krzyknęłyśmy, czując się nieswojo w ubogo udekorowanym domu Klaudii. Zawsze się zastanawiałam, skąd ma tyle ciuchów i innych nowych rzeczy, skoro jej rodzina nie wyglądała na dobrze zarabiającą. Nie miałam jednak odwagi spytać.
Rodzice zmarłej nastolatki łkali, siedząc na kanapie w salonie. Policjant bezradnie patrzył na dorosłych, potem gestem poprosił nas o pójście do kuchni.
- Dopiero teraz dowiedzieliśmy się o was - mruknął mężczyzna. - Byłyście tam. Co widziałyście?
- Niewiele widziałam - zadrżałam. - Po godzinie wróciłam sama do domu.
- A ja dwie godziny po niej. Ale razem zdążyłyśmy zobaczyć, jak ten blondyn wyprowadza Klaudię z imprezy.
Policjant notował nasze słowa, ale i tak zaraz dostaniemy nakaz przyjścia na oficjalne przesłuchiwania w komisariacie.
- Jaki blondyn?
- Jeden z uczestników imprezy. Miał na oko ze dwadzieścia parę lat, odznaczał się niezwykłą urodą, a oczy były koloru jasnego błękitu - wysapałam.
- Czyli był ostatnim świadkiem.. - mruknął stróż prawa.
- Co? - Ana prawie krzyknęła. Wytrzeszczyła oczy. - On jest mordercą, nie świadkiem.
Policjant spojrzał na nas znad notesu. Jego mina była bardzo zabawna, gdyby nie była to poważna sprawa.

- Szyję dziewczyny rozszarpano. Człowiek ma na to za tępe zęby. To było zwierzę. Ale, oczywiście, reporterzy zdążyli już zrobić swoje - Mężczyzna schował notes i długopis do kieszeni. Zerknął do tyłu, mówiąc: - Zapraszamy was do szczegółowego przesłuchania w komisariacie. Do widzenia, dziewczyny. Państwu.
-------------------------------------------
Na razie tyle mam. Zaktualizowane: 23.12.2013r. 

28 listopada 2013

Pomysły

Mam mnóstwo pomysłów, a oto i one:

  • Dłuższe opowiadanie o greckich bogach. Historia miłosna, ale bez zanudzania. Lubię akcję, krew i wypadki, więc nudy nie będzie. A będzie pojawiać się gromowładny Zeus, mroczny Hades i król wód, Posejdon. A na nich nie skończę. Lecz świat greckich bogów zawala się. Potrzebują kogoś lub czegoś, co pomoże im wrócić do łask ludzi. Ale z dnia na dzień obumierają. Demeter coraz mniej pomaga rolnikom, Apollo nie błogosławi śpiewakom i poetom, Hades zabiera coraz więcej ludzi. Dlaczego? Bo tracą moce i mocno się denerwują. Czy zdążą znaleźć pomoc? Być może. Posejdon zauważył na swych wodach młodą dziewczynę, która nie była człowiekiem, choć nie wiedziała. Była boginią, ale nie umierała. Posejdon porwał ją, by się dowiedzieć. Co z tego wyniknie?
  • Mam w głowie od wakacji obraz wielu światów. W jednym z nich, w którym mieszkamy, są wybierani ludzie na wielki bój. Nie, nie Głodowe Igrzyska. Wysyłani są, uprzednio dobrze przygotowani, do świata, w którym żyją smoki. Smoki zaś są pod władaniem Wielkiej Czwórki. Bracia Ogień i Powietrze oraz Siostry Woda i Ziemia. Ich historia jest długa i nieznana wielu osobom. Wiedźcie jedynie, że zmarła Ziemia, pochowana w sobie, by świat nie obumierał. Brat Ogień to zły smok. Nieszlachetny, aczkolwiek sprytny i waleczny. Żeby zdobyć jego order, trzeba go pokonać, ale nie zabić. Siostra Woda to miła smoczyca, przypominająca bardziej potwora Loch Ness. Czasem jednak ponosi ją gniew, ale bez przeszkód wspomaga ludzi i smoki. Brat Powietrze to smok umieszczony wysoko w górach. Tam, gdzie szczyt dosięga chmur. Jest najmądrzejszy i najspokojniejszy. Sprzyja nowym uczniom. Uczniom, tak. Bo ci z naszego świata są do tego wybierani. Każdy z nich chodzi od jednego smoka do drugiego, poczynając od Ziemi. Jak dostają order (Moc) Ziemi? Dowiecie się. Później odwiedzają resztę, mając przy tym wiele przygód. Jedna czwórka nieznajomych jest inna. Zaczyna się od dziewczyny, która posiadła Moc Ziemi, a potem inną. Później następni z tej grupki mają podobnie.
  • Mam też wizję dziewczyny, która miała pecha. Poszła w las o północy i natrafiła na pole bitwy dwóch klanów wampirów. Jeden wampir z któregoś klanu spotyka ją, gryzie i porywa. Jest to zły, potężny wampir, który zamierza zrobić z niej rytualną ofiarę. Chce zdobyć moc, o jakich nie śniło się filozofom. Ale spotyka go problem. Zakochuje się w niej bez pamięci, a ona czuje czuje do niego tylko odrazę. Uwalnia ją, mając potem ją na oku. Narobi sobie wrogów, ratując ją z każdej opresji. Dziewczyna nie zmienia zdania cały czas, a adorowanie ją bardzo denerwuje. Jak się zakończy ta historia? Sama nie wiem.
  • Świat jest normalny, bez magii i potworów. Piętnastoletnia Zuza uczęszcza do ostatniej klasy gimnazjum i boryka się z problemami nastolatki. Do domu obok niej wprowadza się amerykańska rodzina z dwójką dzieci. Syn miał na oko 19 lat i był wysokim blondynem. Nieraz go oblewa ketchupem, a on ją prawie przejechał. Oczywiście, zostają parą. Córka była piętnastolatką o zabójczych zielonych oczach i jasnobrązowych włosach. Zaprzyjaźnia się z Zuzą, ale na początku znajomości nie bywają dla siebie miłe. Gdy zaczyna chodzić z dziewiętnastolatkiem, zauważa w nim dziwne zachowanie. Kiedy wybierają się na randkę, jest normalny i romantyczny, lecz gdy odwiedza przyjaciółkę w domu, jej chłopak zachowuje się, jakby nie byli parą. Nie ignoruje ją, tylko flirtuje. Zdaje się nic z randek nie pamiętać. Jest całkiem inny.  Kim on jest? Co się stanie z miłością Zuzy, która jest zachwiana? Być może kiedyś to objaśnię.





Więc co myślicie? Pisałam to w różnych czasach, więc z góry przepraszam, ale pisałam to na szybko. Napiszcie, jaki chcecie pomysł. 1,2,3 czy 4?


Love,
RosAlice

23 listopada 2013

Uwaga!

Dla tych, co jeszcze się interesują:
Chcecie moje come back z czymś innym? Może nie te opowiadanie, ale inne? Pomieszane z wszystkim lub może moje własne wymysły?
Proszę, piszcie! :D